Św. Jan Sarkander

Święci i błogosławieni ukazują nam drogę do tego zwycięstwa, które w dziejach człowieka odnosi Bóg. Świętość należy pokazywać zwłaszcza współczesnemu światu, który często ją lekceważy i bezcześci. Te myśli wypowiedziane przez Ojca Świętego Jana Pawła II pozwalają  lepiej zrozumieć obecny pontyfikat, który obfituje w beatyfikacje i kanonizacje.

Jedna z bardziej niezwykłych kanonizacji odbyła się w niedzielę 21 maja 1995 roku w czasie Mszy św. odprawionej przez Ojca Świętego na lotnisku Neredin w Ołomuńcu na Morawach. Jan Paweł II ogłosił wtedy świętym bł. Jana Sarkandra, urodzonego w polsko-czeskiej rodzinie, kapłana i męczennika, czczonego jako patrona Śląska i Moraw. Żył on w epoce poreformacyjnej, w czasach gdy w całej Europie według panującej zasady cuius regio, eius religio panujący miał prawo narzucać swoim poddanym własne przekonania religijne. Życie, a przede wszystkim męczeństwo Sarkandra stały się w tych mrocznych i bolesnych czasach wzorem niezłomnej wierności w wypełnianiu powierzonych obowiązków, nawet wobec groźby śmierci.

Dzieciństwo i młodość

Jan Sarkander przyszedł na świat 20 grudnia 1576 roku w Skoczowie, w ówczesnym Księstwie Cieszyńskim należącym do cesarstwa austriackiego. Dziś Skoczów, malowniczo położony u źródeł Wisły, należy do Polski. Przyszły święty był najmłodszym synem Polki  Heleny z Góreckich i jej drugiego męża, Grzegorza Macieja Sarkandra, z pochodzenia Czecha. Oprócz Jana mieli jeszcze trzech synów: Wacława, Pawła i Mikołaja. Należeli do średnio zamożnej szlachty.

Kiedy Jan miał 12 lat, zmarł jego ojciec, a cały trud utrzymania i wychowania synów spadł na matkę, owdowiałą po raz drugi. Helena pragnęła dać dzieciom katolickie wychowanie i wykształcenie, ale sytuacja katolików była wówczas bardzo trudna, ponieważ większość ludności stanowili husyci – protestanci i przeciwnicy papieża. Miasteczko opanowane było przez protestantów, nie wystarczało też zapewne środków na utrzymanie licznej rodziny. Dlatego matka wraz z dziećmi przeniosła się na Morawy, do Przybora, gdzie jej syn z pierwszego małżeństwa Mateusz był już dobrze zadomowiony. Zamieszkała przy rynku, w domu, który zachował się do naszych czasów.

Młody Jan rozpoczął naukę w szkole działającej przy miejscowej parafii. Znamy   nazwiska jego nauczycieli, Jana Zielinki i Alberta Kunowita. Po jej ukończeniu w 1593 roku matka wyprawiła go do Ołomuńca, gdzie uczęszczał do kolegium jezuickiego. W 1597 roku rozpoczął studia filozoficzne w prowadzonej także przez jezuitów Akademii Ołomunieckiej. Z tego okresu zachowały się jego listy pisane po łacinie lub po czesku, zawsze w dobrym stylu i pełne głębokich myśli.

W kwietniu 1599 roku Ołomuniec nawiedziła groźna epidemia – „morowe powietrze”. Zamknięto wszystkie szkoły w mieście. Nie wiadomo, czy Jan wrócił wówczas do Przybora. Pewne jest jednak, że w kwietniu 1600 roku został przyjęty do Domu Ubogich w Pradze, gdzie kontynuował studia na uniwersytecie. Ukończył je w maju 1602 roku, uzyskując stopień bakałarza, a w rok później został doktorem nauk filozoficznych. Można przypuszczać, że wówczas skrystalizowało się Jego powołanie kapłańskie. Zapewne dlatego w 1604 roku rozpoczął studia teologiczne w Grazu uwieńczone również doktoratem. Po pięciu latach nauki w 1609 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Biografowie Jan Sarkandra podają jednak różne daty, miejsca i nazwiska biskupów udzielających święceń. Pewna wydaje się tylko data święceń kapłańskich – marzec 1609 roku.

Działalność duszpasterska

 Młodego kapłana biskup ustanowił wikariuszem w Jaktarze koło Opawy. W Opawie proboszczem i dziekanem był starszy brat Jana – Mikołaj. Z tego okresu zachowały się listy, które ks. Jan pisał do oficjała w Ołomuńcu. Wynika z nich wielka gorliwość neoprezbitera: wierzących cierpliwie pouczał, umacniał w wierze, przestrzegał, ale nie jątrzył i błądzących nie potępiał. Zdobył sobie tym szacunek i poważanie, ale już w czerwcu 1609 roku przeniesiono go na placówkę do wsi Chorwaty położonej między Ołomuńcem i Kromierzyżem. Jeszcze w tym samym roku objął trzeci wikariat w Uniczonowie. Tam został wkrótce aresztowany pod zarzutem udzielenia swemu bratu, ks. Mikołajowi, pomocy w jego ucieczce z więzienia, w którym osadzono go jako zwolennika  cesarza niemieckiego Rudolfa II. Ks. Jana umieszczono w więzieniu w Kromierzyżu, gdzie spędził osiem miesięcy.

Pod koniec 1610 roku ks. Jan Sarkander objął parafię w  Zdunkach, skąd po niespełna dwóch latach biskup przeniósł go do Boskowic, miasteczka położonego na zachód od Ołomuńca. W obydwu parafiach wykazał się wielką gorliwością i wsławił organizowaniem misji, dzięki którym wielu innowierców powróciło na łono Kościoła.

W 1614 roku wielkorządcą Moraw został katolik Władysław Popiel Lobkovic. W należącym do niego miasteczku Holeszów odebrał husytom należącą do katolików świątynię parafialną i przekazał ją jezuitom, a ci zaproponowali biskupowi ołomunieckiemu, aby ustanowił proboszczem ks. Jana Sarkandra. Biskup wysłuchał ich i w 1616 roku parafię holeszowską objął 40-letni ks. Jan, znany jako niezłomny obrońca wiary katolickiej. Tylko w ciągu pierwszego roku jego duszpasterzowania do Kościoła powróciło 250 protestantów. Ta gorliwość ściągnęła na ks. Jana prześladowania ze strony protestantów i husytów. Przez pewien czas musiał się on ukrywać, nie mogąc  nawet odprawiać Mszy św. Był to zresztą  czas, w którym wyraźnie zbierało się na burzę. W 1618 roku Czesi wywołali powstanie przeciwko cesarzowi Ferdynandowi II. Tak rozpoczęła się jedna z najkrwawszych i najdłuższych wojen europejskich zwana trzydziestoletnią (1618–1648). Po jednej stronie walczyły sprzyjające protestantom Szwecja, Dania, Niderlandy, książęta niemieccy, nawet katolicka Francja, a po drugiej stronie w obronie katolickiego cesarza stanęły Austria, Hiszpania i Polska. Sejm czeski zdetronizował Ferdynanda II  i obwołał królem Czech kalwina Fryderyka V, elektora palatynatu nadreńskiego. Na  Morawach uwięziono biskupa ołomunieckiego kard. Dietrichsteina i członków kapituły, a jezuitów wypędzono. Aresztowano też wielkorządcę Moraw barona Lobkovica. W ogólnym podnieceniu napadano na katolików i zabierano im kościoły, dopuszczając się świętokradztwa.

W tej sytuacji parafianie z Holeszowa uprosili ks. Jana Sarkandra, aby na jakiś czas opuścił parafię i szukał schronienia na obczyźnie, aby bezpiecznie przetrwać okres burzy. W czerwcu 1618 roku zebrał więc parafian i odprawiwszy Mszę św., pożegnał się z nimi. Ruszył pielgrzymim szlakiem do Częstochowy, gdzie spędził miesiąc, mieszkając u ojców paulinów. W ten sposób spełniły się jego marzenia z lat nauki w kolegium jezuickim w Ołomuńcu, w  którym działał w sodalicji mariańskiej.

Potem ks. Jan udał się do Rybnika, gdzie miał krewnych, ale zatrzymał się w posiadłości barona Lobkovica. Dowiedziawszy się, że protestanci zajęli holeszowską świątynię i prześladują katolików, postanowił zrezygnować z urzędu, proponując, aby proboszczem został mniej kontrowersyjny dla protestantów wikary, ks. Samuel Tuczek. Do dzisiaj zachował się list do biskupa ołomunieckiego pisany w Rybniku 22 października 1619 roku. W oczekiwaniu na decyzję biskupa ks. Jan przeniósł się do Krakowa i zamieszkał w jednym klasztorów. Rezygnacja jednak nie została przyjęta. Nadszedł też list od barona Lobkovica, który prosił Sarkandra o powrót na Morawy. W tej sytuacji wrócił on do Holeszowa jeszcze w listopadzie 1619 roku. Zastał tam zaledwie garstkę swoich dawnych parafian.

 W lutym 1620 roku na Morawy na prośbę zdetronizowanego cesarza Ferdynanda II weszły polskie wojska dowodzone przez Aleksandra Lisowskiego, znanego awanturnika, i zaczęły pustoszyć majątki protestanckiej szlachty. Na wieść o tym, że do Holeszowa zbliżają się lisowczycy, ks. Sarkander zgromadził w swoim kościele prawie wszystkich mieszkańców, tak katolików, jak i protestantów. Udał się z nimi w procesji eucharystycznej naprzeciwko nadciągającym wojskom, wierząc, że uszanują Najświętszy Sakrament i nikogo nie skrzywdzą. Tak się stało i Holeszów ocalał.

Męczeńska śmierć

Wydarzenie to stało się jednak powodem oskarżenia ks. Jana Sarkandra przez protestantów o sprowadzenie polskiego wojska na Morawy. Na wiadomość o nim samozwańczy król czeski Fryderyk V wydał rozkaz aresztowania księdza, co nastąpiło 13 lutego 1620 roku. Jeszcze tego samego dnia odbył się sąd. Wśród obelżywych słów usiłowano wymusić  na proboszczu przyznanie się do zdrady stanu i narodu. Kiedy zaś kapłan nie chciał przyznać się do winy, której nie popełnił, zastosowano tortury. Wyciągnięto go na tzw. skrzypcach, tak że pękały mu ścięgna, a kości wychodziły ze stawów. Następnie przypalano mu piersi pochodniami. Na kolejnym przesłuchaniu, 17 lutego, zarzucono księdzu, że u niego spowiadał się baron Lobkovic, i zażądano, aby wyznał jego tajemnice. Ponieważ męczennik odmówił, ponownie poddano go torturom. Rozciągano jego ciało, przypalano żywym ogniem, głowę ściskano żelazną obręczą, do nóg przywiązywano ciężki kamień, aby mięśnie i ścięgna naprężyć aż do zerwania. Tak torturowali go pijani oprawcy zwani sędziami. Kiedy odniesiono go do więzienia, był już na pół żywy. Ale miał zdumiewająco odporny organizm, wskutek czego w więzieniu męczył się jeszcze miesiąc. Skonał 17 marca 1620 roku, mając 44 lata, w tym 11 lat kapłaństwa.

Szczegóły męczeńskiej śmierci ks. Jan Sarkandra są o tyle wiarygodne, że opisał je naoczny świadek, sędzia miejski Jan Scintilla, katolik zmuszony przez protestantów do udziału w przesłuchaniach kapłana.

Ciało św. Jana Sarkandra wydobyto z więzienia dopiero po tygodniu, ubrano w szaty liturgiczne, a pogrzeb odbył się 24 marca o 6.00 rano. Ciało męczennika, za pozwoleniem władz z Brna, złożono w kaplicy św. Wawrzyńca w kościele Najświętszej Maryi Panny w Ołomuńcu.

Do grobu świętego  zaczęły napływać liczne pielgrzymki, zwłaszcza po klęsce zadanej w 1620 roku husytom i protestantom czeskim pod Białą Górą. Grób męczennika nawiedzali nie tylko prości ludzie, ale także głowy koronowane, a wśród nich: król Jan III Sobieski, cesarze Karol VI i Franciszek I oraz cesarzowa Maria Teresa. Kult potęgował rozliczne łaski, otrzymywane za wstawiennictwem męczennika.

Droga na ołtarze

Proces beatyfikacyjny św. Jana Sarkandra rozpoczął po upływie stu lat od jego śmierci kard. Wolfgang Schrottenbach. Wówczas ciało świętego znaleziono w takim stanie, w jakim zostało pochowane. Kiedy w 1784 roku władze józefińskie przeznaczyły kościół Najświętszej Maryi Panny na cele świeckie, doczesne szczątki świętego przeniesiono do kościoła św. Michała Archanioła. Obecnie większość relikwii i czaszka św. Jana Sarkandra znajdują się w katedrze ołomunieckiej, część szczątków pozostała w kościele św. Michała Archanioła, a pozostałe są w wielu innych miejscach.

Starania o beatyfikację na skutek rozmaitych wydarzeń końca XVII wieku sfinalizowano jednak stosunkowo późno. Dokonał jej papież Pius IX dopiero w 1859 roku. Wszystkie objawy czci ukoronowała kanonizacja w Ołomuńcu 21 maja 1995 roku. Następnego dnia Papież Jan Paweł II uczcił świętego w jego rodzinnym Skoczowie, gdzie na wzgórzu zwanym Kaplicówką odprawił uroczystą Mszę św.

Po św. Janie Sarkandrze pozostało wiele pamiątek, które zgromadzono głównie w dwóch miejscach: Skoczowie, miejscu urodzenia, i Ołomuńcu, z którym związana była jego służba kapłańska i męczeńska śmierć.

W Skoczowie znajduje się Muzeum Parafialne im św. Jana Sarkandra, mieszczące się w kamienicy przylegającej do ratusza, w której urodził się święty. W 1890 roku w piwnicy tego domu, w miejscu gdzie według przekazów urodził się Jan, urządzono kaplicę, którą odnowiono z okazji kanonizacji. W końcu XIX wieku na wzgórzu nieopodal miasta wybudowano kaplicę poświęconą Janowi Sarkandrowi. Od ponad stu lat w dzień męczeńskiej śmierci świętego przychodzi tu co roku procesja, dlatego wzgórze otrzymało nazwę Kaplicówka.

Na przełomie XVII i XVIII wieku powstała w Polsce pieśń o męczeństwie księdza znana do dzisiaj jako Hymn o św. Janie Sarkandrze.

Najwięcej pamiątek po Sarkandrze znajduje się jednak w czeskim Ołomuńcu. W pobliżu kościoła św. Michała Archanioła, w miejscu dawnego więzienia, w którym umarł święty, znajduje się kaplica zwana Sarkandrówką. Przechowuje się w niej pamiątki związane z życiem, działalnością duszpasterską i śmiercią św. Jana. Pod kaplicą jest piwnica, w której męczono kapłana. Zachowały się w niej narzędzia tortur, m.in. koło zwane skrzypcem, na którym rozciągano ciało męczennika w czasie przesłuchania, a także malowidła, przedstawiające sceny  męczeństwa.

Przyglądając się działalności, posłudze ludziom oraz męczeńskiej śmierci Jana Sarkandra, można przytoczyć słowa Jezusa Chrystusa zapisane w Dzienniczku św. siostry Faustyny: „Dusze wybrane są w moim ręku światłami, które rzucam w ciemność świata i oświecam go. Jak gwiazdy oświecają noc, tak dusze wybrane oświecają ziemię, a im dusza doskonalsza, tym większe światło roztacza wokoło siebie i dalej sięga; może być ukryta i nie znana nawet najbliższym, jednak jej świętość odbija w duszach na najodleglejszych krańcach świata”.

Opracowała Wanda Zwierz- Boczkowska