sanktuaria w Polsce

Łódź - Łagiewniki
Tadeusz Pulcyn

Powstanie franciszkańskiego klasztoru i kościoła w Łodzi Łagiewnikach związane jest z objawianiem się tam św. Antoniego, który najpierw skłonił tamtejszych właścicieli ziemskich do ufundowania kaplicy: „aby Stwórca mógł odbierać szczególną chwalę w swoim Świętym, a człowiek doznawać miłosierdzia Bożego".

Wieś Łagiewniki została włączona administracyjnie w obręb wielkiej Łodzi jako jedna z jej dzielnic dopiero w 1947 roku. Obecnie znajduje się tu franciszkańskie seminarium duchowne, klasztor i sanktuarium św. Antoniego. Początek jego istnienia datuje się od 1676 roku.

Według najstarszych przekazów miejscowemu cieśli - budującemu dla łagiewnickiego ziemianina młyn - św. Antoni ukazał się podczas pracy i prosił go, aby wybudował mu kaplicę. Gdy majster zwlekał z budową, Święty objawił mu się ponownie i powtórzył prośbę... To cudowne zjawisko zostało poprzedzone innymi zdarzeniami, również niezwykłymi. Dziedzicowi padało bydło. Zdesperowany upatrzył sobie miejscowe baby - które, jak sądził, rzuciły na jego przychówek czary - i zaczął je pławić w wodzie, żeby czary odpędzić. Już był gotów zawezwać konsystorz gnieźnieński, aby zezwolił na spalenie czarownic na stosie. Wówczas pojawił się krewniak dziedzica - Kacper Stokowski - i rzekł: „Dajcie spokój babom, raczej odmówcie nowennę do św. Antoniego, bo ten święty może dużo więcej uczynić dla sprawy". Dziedzic odprawił nowennę i skończył się pomór. Nie spieszył się jednak z budowaniem kaplicy. Aż sam św. Antoni upomniał się o nią. W końcu kaplica w Łagiewnikach została wybudowana - w 1676 roku. Miejsce uznano za „cudowne". Sprowadzono franciszkanina z klasztoru w Piotrkowie Trybunalskim, który odprawiał tu co dzień Msze św. Powstał - ku zaskoczeniu łagiewnickiego proboszcza - nowy ośrodek duszpasterski, oprotestowywany przez pobliskich bernardynów z Łęczycy i reformatów z Brzezin.

Tymczasem franciszkanie udali się do arcybiskupa gnieźnieńskiego, który powołał komisję do zbadania cudownych wydarzeń. W końcu akt erekcyjny pod budowę świątyni św. Antoniego został podpisany w 1681 roku przez samego nuncjusza apostolskiego (trzeba było sięgać po największe autorytety, aby uniknąć nieporozumień wokół powstającego sanktuarium).

W 1683 roku na miejscu kaplicy wzniesiono drewniany kościół i umieszczono w nim „cudowny" obraz św. Antoniego. Świątynię murowaną zaś zbudowano w latach 1701- 1723. Wtedy też postawiono murowany klasztor. Kult św. Antoniego rozwijał się w Łagiewnikach do roku 1864. Wówczas bowiem franciszkanie podzielili los innych zakonów po powstaniu styczniowym - zostali wyrzuceni z klasztoru przez zaborców. Po latach tułaczki powrócili do sanktuarium w okresie międzywojennym, żeby w 1939 roku znów uciekać w popłochu przed niemieckim okupantem. Powrócili tu dopiero w roku 1947. Obecnie w Łagiewnikach żyje osiemnastu zakonników.

Obok klasztoru istnieje Międzyprowincjalne Wyższe Seminarium Ojców Franciszkanów, w którym studiują klerycy z prowincji warszawskiej i gdańskiej. Wykładowcami są profesorowie z KUL, ATK i Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi.

Posłaniec św. Antoniego

Kult św. Antoniego zachował się w Łagiewnikach, choć w nieco mniejszym natężeniu niż przed wojną; dawniej przychodziły tu o wiele liczniejsze kompanie z okolicznych diecezji. Dziś na odpust św. Antoniego pojawiają się pątnicy tylko z Łodzi i Zgierza. Od 1995 roku ruch pielgrzymkowy nieco się ożywia, co można przypisać m.in. wydawaniu polskiej edycji włoskiego dwumiesięcznika „Messaggero di San Antonio", którego redaktorem jest o. Paulin Sotowski.

Pielgrzymi polscy odwiedzający sanktuarium św. Antoniego w Padwie upominali się o „Posłańca" w ojczystym języku - mówi Ojciec Redaktor. - Trzy lata temu odwiedziło sanktuarium padewskie 900 polskich grup pielgrzymkowych, w tym samym czasie było tam tylko 400 grup niemieckich. Nic dziwnego więc, że włoscy wydawcy „Posłańca" postanowili drukować jego polską edycję i szukali dla niej redaktora. Akurat skończyłem gwardiaństwo w Niepokalanowie, więc byłem do dyspozycji... Zaryzykowałem współpracę z Padwą. Redaguję pismo, którego właścicielem jest prowincja padewska. Pierwszy numer pilotażowy wydaliśmy na czas peregrynacji relikwii św. Antoniego w Polsce - w październiku w 1995 r. Od roku następnego „Posłaniec" wychodzi już cyklicznie - co dwa miesiące.

Zostałem zdobyty

Nie chciałem być franciszkaninem - wspomina o. Paulin. - Ale z moich rodzinnych stron pochodził ojciec franciszkanin, za którym kilku starszych kolegów poszło do Niepokalanowa. A ja za nimi. Uczyłem się w Niższym Seminarium niepokalanowskim i po IX klasie miałem zdecydować, czy wstąpić do Wyższego Seminarium. Tymczasem w 1952 roku władze zamknęły franciszkańską szkołę średnią i ów zaprzyjaźniony ojciec - Ludomir Bernatek - przyjechał podczas wakacji do mojego domu, aby powiedzieć moim i innym rodzicom o tym wydarzeniu. Przy okazji starszych kolegów raczej zachęcał, aby wstąpili do franciszkańskiego nowicjatu. Mojej matce zaś - jak niechcący usłyszałem - radził, aby powstrzymała mnie od tej decyzji ze względu na młody wiek. Mama dała mi wolny wybór, a ja - jakby na przekór - zdecydowałem się pójść drogą św. Franciszka. Moim pierwszym wzorem na tej drodze był o. Ludomir, który jako polonista zaszczepił we mnie miłość do literatury. Chciałem nawet studiować polonistykę, ale ostatecznie wybrałem studia biblijne. Zafascynowany teologią św. Pawła, co jakiś czas od- kiywałem na nowo - naszego Ojca Założyciela. Z rezerwą natomiast odnosiłem się do św. Maksymiliana, zwłaszcza do jego pobożności maryjnej, którą w sposób dla mnie nieodpowiedni - jak się okazało - przedstawiał nam jeden z naszych starszych ojców. Wkrótce sam św. Maksymilian przyszedł mi z pomocą i przybliżył mi swoje idee tak, że dziś jestem ich propagatorem.

Otóż, przed beatyfikacją o. Maksymiliana nasz prowincjał ustanowił mnie swoim sekretarzem do spraw związanych z wyjazdem na uroczystości beatyfikacyjne do Rzymu. Współorganizowałem pielgrzymkę Polaków. W Bazylice Świętego Piotra w 1971 roku było 20 tys. pątników z Polski. Wśród nich ja - spłakany, ale szczęśliwy.Ojciec Maksymilian zaczął mnie zdobywać...

Pojedenastu latach historia się powtórzyła.Pracowałem w Łagiewnikach, kiedy wypadłakanonizacja o. Kolbego. Znów udałemsię z pielgrzymką do Wiecznego Miasta.Tam w 1982 r. byłem jednym z 250. tys. świadków kanonizacji męczennika z Oświęcimia. Wtedy zostałem już przez niego zdobyty... Potem byłem w Niepokalanowie - kierownikiem drukarni, dyrektorem Wydawnictwa Ojców Franciszkanów i gwardianem. Miałem okazję zapoznać się dogłębniez całą spuścizną o. Maksymiliana. Dodziś dziękuję mu za wszystko, co był uczynił...

Duchowe pokrewieństwo

Świętego Antoniego o. Paulin pamięta z dzieciństwa. Modlił się do niego żarliwie w kaplicy przerobionej z remizy strażackiej, stojącej tuż przy jego rodzinnym domu.

Dziś odkrywa Świętego z Padwy na nowo. Odnajduje w nim duchowe pokrewieństwo i wspólną pasję poszukiwań swojego powołania.

- Święty stale stawał na początku drogi - rozmyśla o. Paulin. - Często nie robił tego, do czego długo się przygotowywał, bo mu Opatrzność stawiała coraz to nowe zadania. Ukończył znakomite studia w szkołach augustiańskich, ale Pan Bóg wezwał go do świeżo założonego zakonu św. Franciszka z Asyżu. Nowe powołanie spadło jak grom z jasnego nieba. W kościele augustiańskiej wspólnoty, do której należał Antoni (wówczas jeszcze Ferdynand), złożono ciała pięciu pierwszych franciszkańskich męczenników-misjonarzy, zamordowanych w Maroku (1220 rok). Wewnętrzny głos kazał Antoniemu ich zastąpić. Przeszedł więc do braci mniejszych-franciszkanów i natychmiast popłynął do Afryki. Bóg miał jednak inne plany. Podróż zakończyła się ciężką chorobą Antoniego, po której zdecydował się powrócić do rodzinnej Portugalii, ale burza morska rzucili ła go na Sycylię. W tym czasie zebrała się kapituła franciszkańska w Asyżu, więc tam się udał. Niczym nie wyróżniający się w tłumie, nawet nie próbował zbliżyć się do św. Franciszka. Potem na jakiś czas wybrał żywot pustelnika. Dopiero przypadkowo odkryto w nim wielkiego kaznodzieję i mędrca. Podczas święceń kapłańskich jednego ze współbraci prowincjał kazał mu wygłosić kazanie. Powiedział je tak, że wielu poruszył do głębi... Odsłonił się jako człowiek mądry i bardzo pobożny. Gdy dowiedział się o nim św. Franciszek, poznał go bliżej i tylko jemu zezwolił na nauczanie współbraci. A potem dziesięć lat życia spędził chodząc - jako misjonarz. Trzeba podkreślić, że to właśnie św. Antoni pierwszy zaczął wprowadzać rekolekcje wielkopostne - a po nich spowiedź i Komunię świętą. Nawet dominikanie nie siadali w konfesjonale po rekolekcjach. Kroniki podają, że w 1231 roku św. Antoni głosił w Padwie kazania na łąkach, a po nich spowiadał do późnej nocy tłumy...

Pokusa porównania

- Franciszek i Antoni prawie się nie znali - ciągnie Ojciec Redaktor - ale Antoni konsekwentnie wprowadzał w życie fraciszkanizm. Zmarł po Biedaczynie z Asyżu, gdy zakon liczył około 30. tys. braci.

Jeśli kto chciałby pokusić się o porównanie sylwetek duchowych obu świętych serafickich, to trzeba by powiedzieć, że obaj byli na wskroś chrystocentryczni, ale Franciszek odczuwał wszędzie obecność Boga Ojca i ślady Jego stwórczej miłości. W tej postawie utwierdziło Franciszka - jak się wydaje - jego spotkanie ze światem muzułmańskim. Wracając z wyprawy misyjnej, której celem było nawrócenie sułtana, napisał słynną „Pieśń Słoneczną", hymn na cześć stworzenia - wielką modlitwę do Boga Stwórcy, której początek przypomina modlitwy islamu.

Antoni kocha Chrystusa. Tę miłość zaszczepił w nim augustianizm. Jako kapłan - kaznodzieja wykorzystywał całe Pismo Święte, widząc często Chrystusa już w Starym Testamencie. Franciszek zaś był diakonem, którego sam Chrystus sobie specjalnie upodobał.

Ikonografia przedstawia obu świętych w różny sposób. Franciszka znamy z obrazów, na których często jest w otoczeniu ptaków, w towarzystwie wilka z Gubio i innych zwierząt lub w płomieniach ognia z wyraźnymi krwawymi stygmatami. Antoni zaś najczęściej przedstawiany jest z Dzieciątkiem Jezus w ramionach, z księgami w ręku...

Historia najbardziej zapamiętała „Kwiatki świętego Franciszka". Współcześni kojarzą go najchętniej z przyrodą; ekolodzy wybrali go na swego patrona. Antoni od niepamiętnych czasów kojarzy się z westchnieniami, gdy nam się coś zapodzieje. Modlimy się do niego, gdy nie możemy czegoś odnaleźć. Ten patron zapominalskich i utracjuszy zawdzięcza swoją sławę bodaj św. Bonawenturze. Jego bowiem autorstwa jest to responsorium:

Jeśli cudów szukasz, idź do Antoniego, Wszelkich łask dowody odbierzesz od niego. Morze się ucisza, czarty uciekają, Umarli na nowo do życia wracają. Za jego przyczyną chorzy zdrowo wstają, z rąk i nóg pojmanych okowy spadają. Kalecy się cieszą członków uzdrowieniem, Zguby się wracają za ufnym westchnieniem. W każdej on potrzebie pomoże, pocieszy, I w każdym nieszczęściu na ratunek śpieszy. Tak wszyscy od niego ratunek odnoszą, I z padewczykami cuda jego głoszą. Chwała Ojcu i Synowi, Duchowi Świętemu, Który taką władzę nadał Antoniemu.

„Biskup dziadowski"

Łagiewnickie sanktuarium ma drugiego patrona - bł. ojca Rafała Chylińskiego (1694-1741). Urodził się w rodzinie zubożałej szlachty we wsi Wysoczka, parafii Buk, w Wielkopolsce. Próbował być zawodowym żołnierzem, ale niespodziewanie wstąpił do franciszkanów w Krakowie. Wyświęcony na kapłana pracował w różnych klasztorach, a w końcu trafił do Łagiewnik, gdzie służył przede wszystkim pielgrzymom jako spowiednik, dworom szlacheckim jako kapelan, a odwiedzającym sanktuarium ubogim - jako niezastąpiony opiekun. Dzielił się z nimi swoim posiłkiem, zawsze żebrał o coś dla nich w klasztornej kuchni. Kucharz nazywał go „biskupem dziadowskim". Swój kilkunastoletni pobyt w Łagiewnikach o. Rafał przerwał, aby przez blisko dwa lata z niezwykłym oddaniem służyć mieszkańcom Krakowa dotkniętym zarazą.

Pochowany w krypcie pod kościołem, zaraz po śmierci zasłynął jako cudotwórca. Wkrótce więc rozpoczęto proces beatyfikacyjny. Jego akta zawierają ciekawą charakterystykę łagiewnickiego sanktuarium z XVIII wieku. Ten dość daleko posunięty proces przerwały wojny i rozbiory. - Po ostatniej wojnie - mówi o. Paulin - często postanawialiśmy go wznowić. Pamięć o ojcu Rafale była ciągle żywa. Jego trumnę w krypcie nawiedzali liczni pątnicy, a my w klasztorze rozmawialiśmy o nim, jakby nadal żył wśród nas i pełnił rolę kaznodziei, wzywającego do wierności wobec Boga i ducha franciszkańskiego.

Czekaliśmy na cud... W 1990 roku niespodziewanie otrzymaliśmy z Rzymu wiadomość, że Kongregacja na nowo rozpatrzyła i uznała za cud uzdrowienie pewnego posła z czasów Stanisława Augusta, a beatyfikacja jest tylko kwestią organizacyjną. Rzeczywiście, Ojciec Święty beatyfikował o. Rafała w Warszawie 9 czerwca 1991 roku, ilustrując przykładem jego życia bardzo piękną homilię o przykazaniu miłości.

Relikwie bł. Rafała przenieśliśmy do kaplicy, która ponad dwieście lat na to czekała. Tak się składa, że choć mamy tylu świętych, my, polscy franciszkanie nie jesteśmy specjalistami od organizacji ich kultu. Oni sami jednak sobie zjednują czcicieli. Grób o. Rafała codziennie nawiedzają wierni i bywają zapewne wysłuchiwani, ponieważ ich liczba ciągle wzrasta.

Serdecznie zapraszamy do nawiedzania łagiewnickiego sanktuarium, oddzielonego od Łodzi pięknym kompleksem leśnym, odległego zaledwie 3 km od Zgierza. Z Łodzi można łatwo dojechać autobusem nr 51 spod Teatru Wielkiego, a ze Zgierza autobusem nr 3. Kościół z cudownym obrazem św. Antoniego i grobem bł. Rafała jest niezależnie od pory roku otwarty bez przerwy od 6.30 do 19.00.

Zdjęcia Szymon Pulcyn

nasze trasy terminy kraje przeczytaj o naszych trasach